18 stycznia 2013

Laurowiśnia wschodnia- Prunus laurocerasus

W sierpniu minęło pięć lat jak w moim ogrodzie pojawiły się cztery laurowiśnie wschodnie. Otrzymałem je od dobrego znajomego, który likwidował swój ogród, znajdujący się przy punkcie usługowo- handlowym w jednej z nadmorskich miejscowości. Te kilkunastoletnie okazy zadziwiały mnie rozmiarami, jednak ze względu na olbrzymi ścisk, były prawie „łyse”. Musiałem podjąć konkretne kroki, aby tych krzewów nie stracić.



System korzeniowy też nie był w najlepszym stanie. Krzewy zostały natychmiast posadzone w podłoże, wzbogacone dobrze rozłożonym kompostem, a następnie systematycznie podlewane. Mimo moich starań jedna z laurowiśni uschła. Późną jesienią została wykopana i wyrzucona. Bardzo zdziwiłem się jak wiosną pod stertą drewna, zauważyłem zielone listki. Okazało się, że laurowiśnia wypuściła nowe pędy na długość około kilkunastu centymetrów. Powróciła do ogrodu, dziś jest już dość rozbudowanym krzewem o wysokości około metra. Pozostałe trzy laurowiśnie są każdego roku przycinane, choć obecnie nie dla rozkrzewienia, ale ze względu na ich bardzo intensywny rozrost. Mają średnio 1,5 m wysokości oraz około 2 m szerokości. Dodam, że wiosną- pierwszego roku po posadzeniu, zmieniłem im stanowisko. Zostały posadzone w bardziej zacisznym miejscu, pod koroną, bardzo rozłożystej i sędziwej jabłoni- w pobliżu oczka wodnego. W mojej ocenie to było dobre posunięcie, gdyż od momentu zmiany stanowiska, ich wzrost jest intensywniejszy. 




Prunus laurocerasus występuje najczęściej w formie krzaczastej, aczkolwiek w swojej ojczyźnie może przybierać formę niewielkiego drzewka, osiągającego nawet do kilku metrów wysokości. O jej wyjątkowości i dużej dekoracyjności decyduje zimozielone ulistnienie. Liście są grube, eliptyczne, na wierzchniej stronie liścia w ciemnej zieleni z połyskiem, od spodu jaśniejsze. Bardzo dekoracyjne są także białe kwiaty, zebrane w wyprostowane grona. Pachną. Po kwitnieniu w naszym klimacie ukazują się nieliczne owoce z czasem czarniejące. Warto wiedzieć, że są trujące, tak samo jak liście oraz cała roślina !!! 


Naturalne siedliska krzewu występują na Kaukazie i w Azji Mniejszej. 



Wymagania krzewu są dość spore, a wynikają przede wszystkim z jego ograniczonej mrozoodporności. Obecnie możemy nabyć liczne odmiany, które charakteryzują się większą mrozoodpornością, jednak w naszym klimacie, jeżeli nie będzie w zacisznym miejscu, przy bardzo mroźnej i wietrznej zimie przemarznie- zwłaszcza odmiany o wielkich liściach. Laurowiśnia lubi wilgoć, dlatego w przypadku przedłużającej się suszy należy koniecznie ją podlewać. Przy suchej jesieni, przed zbliżającymi się mrozami, krzew należy dobrze podlać, aby nie doszło do tzw. suszy fizjologicznej. Spowodowana jest ona ubytkiem wody w procesie transpiracji przez liście, która nie może być uzupełniona z powodu zamarzniętego podłoża. Szczególnie niebezpieczne dla rośliny są wschodnie wiatry. Podłoże o odczynie obojętnym do zasadowego, bardzo próchnicze i żyzne. Jej wielką zaletą jest możliwość uprawy praktycznie w pełnym cieniu. Cięcie rośliny tylko w razie potrzeby. Krzewy warto ściółkować i wzbogacać podłoże kompostem. 


Laurowiśnia kwitnie w maju. 






Laurowiśnie rozmnażamy poprzez sadzonki, które możemy pobierać w drugiej połowie lata. U mnie skuteczność tego sposobu rozmnażania była bardzo wysoka. Do ukorzenienia stosowałem ukorzeniacz oraz mieszankę torfu z piaskiem. sadzonki przechowywane były w lekkim zacienieniu w zacisznym miejscu. 


Moje laurowiśnie rosną w dużym zacienieniu pod koroną jabłoni. Tworzą luźny żywopłot, odgradzający cienisty zakątek od reszty ogrodu. Podłoże nie jest ściółkowane, porasta je bluszcz pospolity. U podnóża laurowiśni rosną bukszpany, które z czasem mają stworzyć niewielki żywopłot. Laurowiśnie pięknie się prezentują na tle różnobarwnych iglaków oraz bylin o dużych liściach. Z pewnością doskonałym towarzyszem byłaby bergenia. 

W przypadku pojawienia się na liściach dużych oraz bardzo regularnych dziur, w obrębie całego liścia (zarówno wewnątrz jak i na brzegach), warto wiedzieć, że raczej nie jest to sprawka opuchlaka tylko grzyba o nazwie Clasterosporium carpophillum, który wywołuje chorobę o nazwie dziurkowatość liści drzew pestkowych. Nim choroba będzie tak zaawansowana (dziury w liściach) poprzedza ją pojawienie się licznych plam w barwie purpury. Zainfekowana tkanka zasycha i odpada- stąd te dziury. Walka z chorobą odbywa się poprzez zastosowanie środka grzybobójczego w formie oprysku, powtarzanego 2- 3 krotnie, co dwa tygodnie. Grzyb atakuje już wczesną wiosną, tak więc warto kontrolować swoje krzewy.

Zima 2011/2012 okazała się dla mych laurowiśni zbyt nieprzychylna i zmarzły do granicy podłoża ...:( 

Obecnie odbudowują się, ale szkoda tego co osiągnęły przez te ostatnie kilkanaście lat. 


3 komentarze:

  1. Nie widziałam jeszcze takich wiśni.Dziękuję za odwiedziny. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. That is a very beautiful shrub in your garden. Here we have Carolina Cherrylaurel (rather than English), and it tends to grow very large and I don't remember seeing such a profusion of flowers such as yours have.

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy7/20/2013

    Zapraszam do poczytania o laurowiśni na stronie http://rozanski.li/?p=1329

    OdpowiedzUsuń